Alkohol

Jest taka bacówka na Podhalu, w której odbywają się bardzo przyjemne, wieczorne „narady”, przeciągające się do późnych godzin nocnych. Nie brakuje dobrego towarzystwa, nie brakuje alkoholu, miejscami brakuje zasięgu – sytuacja prawie idealna!

Prawie, ponieważ nigdy nie wiadomo, kogo się spotka na tej bacówce – a nie wszystkich przecież trzeba lubić, ani też nie wszyscy muszą przepadać za nami. Toteż raz na jakiś czas można się zmęczyć czyimś towarzystwem (według moich prywatnych statystyk, taka sytuacja ma miejsce jeden raz na cztery podejścia).

Klasyczne zmęczenie następuje zazwyczaj drugiego dnia, a skutki pobytu można odczuwać nawet i trzy dni po imprezie. Z jednej strony jest ono spowodowane niedostatkiem snu, bo przecież szkoda spać jak można potańczyć i pośpiewać. Z drugiej strony zmęczenie może niekoniecznie wynika z nadużycia, ale na pewno z używania alkoholu.

„Bo pić to trzeba umieć!”

A najlepiej nie pić w ogóle.

Jeśli już jednak pić, to podstawową rzeczą jest odpowiednie nawodnienie organizmu – najlepiej alkohol przepijać wodą z cytryną (pół szklanki, minimum jedna trzecia, na jeden kieliszek wódki). Zaniedbanie powyższego skutkuje przykrym stanem otępienia, połączonym z bólem głowy – ale to nie jest zwykły ból głowy. Boli zbyt jasne światło w pomieszczeniu, bolą dźwięki, bolą cebulki włosów – w przypadku osób łysych jest to ból fantomowy.

Przede wszystkim jednak należy sobie zadać pytanie: po co pić?

Alkohol w rozsądnych dawkach, u dojrzałych ludzi i w sensownym towarzystwie, powoduje rozluźnienie, wprowadza pewną specyficzną wesołość, skłania do pogłębionych dyskusji filozoficznych, egzystencjalnych (w rzeczywistości wcale nie są aż tak głębokie). Czasami alkohol prowadzi również do miłosnych wyznań, które z miłością nie mają wiele wspólnego, ale są jednak wyrazem pewnej sympatii, bliskości przekonań.

Krótko mówiąc, alkohol może służyć do wyluzowania, spędzenia czasu w miły sposób z sympatycznymi ludźmi.

W rzeczywistości jednak ów stan wesołości, rozluźnienia, to tak naprawdę skutek uboczny wprowadzenia do organizmu trucizny, która w gruncie rzeczy wpływa negatywnie na zdrowie człowieka – pojawiają się czasowe trudności z koncentracją, wzrokiem, koordynacją ruchową (stąd też po spożyciu alkoholu nie należy prowadzić pojazdów).

„Piłeś? Nie jedź!”

Wymieniłem trzy, wydaje mi się, że najważniejsze kryteria mądrego korzystania z alkoholu (przy czym najmądrzej jest z niego nie korzystać). A zatem: rozsądne dawki, dojrzałość osoby wprowadzającej alkohol do organizmu i towarzystwo, w którym kultywuje się zwyczaj spożywania napojów alkoholowych.

Jeśli chodzi o rozsądne dawki, trzeba rozważyć dwa problemy. Po pierwsze należy się zorientować, ile alkoholu można przyjąć za jednym razem, to znaczy podczas jednego wieczoru. To zależy od ilości, od tempa picia, od rodzaju trunku oraz indywidualnych preferencji organizmu, takich jak wzrost, waga, tempo metabolizmu.

Jeśli przesadzi się z tempem oraz ilością, w zależności od „mocy” alkoholu, organizm będzie dążył do natychmiastowego usunięcia go z żołądka, co nie należy do rzeczy ani przyjemnych, ani estetycznych.

Po drugie, trzeba rozważyć częstotliwość spędzania czasu na spożywaniu alkoholu. Długotrwałe i regularne korzystanie z wyżej wymienionej substancji może prowadzić do uzależnienia (czyli alkoholizmu), a uzależnienie do prawdopodobnie jednej z najbardziej przykrych śmierci jaką tylko można sobie wyobrazić.

Jeśli chodzi o dojrzałość osoby przy spożywaniu alkoholu, nie jest ona ściśle związana z wiekiem. Zgodnie z obowiązującym prawem, w Polsce można legalnie pić alkohol po ukończeniu osiemnastu lat. Niemniej jednak zdarzają się przypadki, w których człowiek nawet w wieku lat dwudziestu ośmiu nie powinien z niego korzystać.

Przede wszystkim brak dojrzałości przy piciu alkoholu objawia się, gdy osoba pijąca wiąże fakt tejże czynności z pewnym prestiżem, a za miarę człowieka uważa ilość wypitego alkoholu – im więcej jesteś w stanie wypić, tym więcej znaczysz. To błąd.

Picie alkoholu nie wiąże się z żadnym prestiżem, a już na pewno ilość wypitego trunku nie decyduje o tym czy się jest wartościowym czy nie.

„Ze mną się nie napijesz?”

No i wreszcie towarzystwo – na ogół spożywanie alkoholu z ludźmi, których się nie zna i do których nie ma się zaufania jest niepotrzebnym ryzykiem. Niektóre osoby po wypiciu alkoholu stają się nieobliczalne, a czasami też agresywne fizycznie i psychicznie.

Ponadto alkohol ujawnia w bardzo przykry sposób niskie poczucie własnej wartości – niektórzy ludzie dopiero „pod wpływem” nabierają specyficznej odwagi, narzucają się i na siłę szukają potwierdzenia, że są lubiani, co nie jest w ogóle zabawne, a bywa też irytujące.

Rzadko, bo rzadko, ale czasem i tacy klienci znajdują drogę do góralskiej bacówki.

Konkludując, jeżeli pić, to z głową – a najlepiej w ogóle nie pić.

Powiedziałem, że długotrwałe używanie alkoholu może prowadzić do przykrej śmierci. Oczywiście śmierć sama w sobie jest przykrym tematem, ale trzeba też powiedzieć, że są sposoby, aby ją uprzykrzyć jeszcze bardziej. Nieumiarkowane korzystanie z alkoholu jest jednym z nich. Jak alkohol może zabić?

Długotrwałe i zbyt częste przyjmowanie sporych dawek alkoholu prowadzi do tworzenia się zwyrodnień przewodu pokarmowego w postaci żylaków. W sytuacji granicznej żylaki pękają i dochodzi do krwawień górnych lub dolnych dróg pokarmowych, albo górnych i dolnych jednocześnie.

Krwawienia dolne oznaczają nie mniej nie więcej, tylko tyle, że człowiek wykrwawia się przez odbyt i nie ma nad tym kontroli. Ponadto wykrwawianiu się towarzyszy zapach niemożliwy do opisania – obok fiołków na łące to to nie stało.

Krwawienia górne oznaczają, że człowiek wymiotuje czystą krwią. Z punktu widzenia ratowania życia jest to o wiele groźniejsza sytuacja. To znaczy człowiek szybciej wykrwawi się z górnego odcinka przewodu pokarmowego, niż z dolnego.

Aby zatamować krwawienie, do organizmu wprowadza się specjalną sondę, przez nos i przełyk aż do żołądka, którą wypełnia się solą fizjologiczną lub powietrzem – sonda ma przylegać do ścian przewodu pokarmowego jak plaster do rany.

Brzmi to wszystko dość drastycznie i takie jest w istocie. Ale przede wszystkim, po co ja o tym wszystkim piszę?

Cóż, bo może nikt wcześniej o tym w tak bezpośredni i otwarty sposób nie napisał.

Wydaje mi się ważne, żeby to wszystko wiedzieć.

Nie trzeba się ze mną oczywiście zgadzać, ale moim zdaniem najlepiej to w ogóle nie pić.

Po co zatem te wszystkie refleksje na temat dojrzałości, towarzystwa i rozsądnych dawek, skoro najlepiej po prostu nie pić?

Na wszelki wypadek. Być może są wśród moich Czytelników takie osoby, które jednak będą chciały sięgać po alkohol. Toteż wydaje mi się, że warto, żeby się przy tych okazjach nie kompromitowały i robiły to z głową.

A już na pewno ważne, żeby się nie zabiły – granica pomiędzy dobrą zabawą a śmiertelnym zagrożeniem w przypadku alkoholu może być bardzo cienka.

***

Lubię słoneczne poranki na tamtej podhalańskiej bacówce. Przy dobrej widoczności, góry są na wyciągnięcie ręki, a widok zapiera dech w piersiach.

I czuje się tą specyficzną obecność, którą wielu próbuje kwestionować.

Górującą obecność Boga we własnej Osobie.

Czy tam w Osobach.

Dodaj komentarz